Kategorie Choroby układu oddechowegoChoroby zakaźneZdrowie

Coraz bardziej dramatyczna sytuacja w Szwecji. Epidemiolog dostaje anonimy z groźbą śmierci

Szwecja jako jeden z nielicznych krajów przyjął zupełnie inną strategię walki z wirusem. Mimo wybuchu globalnej pandemii nie wprowadziła rygorystycznych zasad tzw. lockdownu. Rząd wydał jedynie kilka zaleceń, które nijak się miały do wprowadzanych w wielu innych krajach obostrzeń. Poza tym w codziennym życiu Szwedów niewiele się zmieniło, za co dzisiaj przychodzi im bardzo poważnie zapłacić. Bilans infekcji wirusem, a co najgorsze zgonów stale tam rośnie.

Szwedzi w czasach pandemii koronawirusa

Szwecja jako jedyny kraj w Europie podszedł do globalnego problemu zupełnie inaczej. W czasach, kiedy inne państwa wprowadzały w życie kolejne, coraz bardziej rygorystyczne obostrzenia i ograniczenia, w Szwecji sklepy, kina i restauracje wciąż pozostawały otwarte, ludzie przesiadywali w parkach grupami, a maseczki z własnej nieprzymuszonej woli nosili tylko nieliczni. Jedynymi zaleceniami był zakaz spotykania się w grupach większych niż 50 osób, ograniczenie możliwości wizyt w domach opieki społecznej, a także zakaz wjazdu dla osób spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarii. Dodatkowo o pozostanie w domach proszono jedynie tych, którzy mieli objawy infekcji górnych dróg oddechowych i seniorzy. Poza tym życie toczyło się jak gdyby nigdy nic…

Wikipedia

Ta strategia nie mogła się sprawdzić

Niestety, zlekceważenie wirusa od jakiegoś czasu daje się Szwecji bardzo wyraźnie we znaki. Dowodem na potwierdzenie tych słów jest coraz większa liczba potwierdzonych przypadków zarażenia koronawirusem, która jest już bliska 35 tys, liczba zgonów, która na dzień dzisiejszy przekroczyła już 4100 osób, podczas gdy około 350 pacjentów wciąż przebywa na oddziałach intensywnej terapii.

koronawirus w Szwecji
Pxhere

Groźby śmierci

Dziennik „Alfonbladet” w miniony wtorek podał, że główny epidemiolog Szwecji Anders Tegnell, który jest odpowiedzialny za liberalną strategię walki z koronawirusem, nie może spać spokojnie. Nie dość, że liczba zarażonych i zmarłych diametralnie rośnie, za co może czuć się pośrednio odpowiedzialny, to jakby tego było mało, zalewa go fala hejtu i gróźb śmierci, które są przesyłane do niego za pośrednictwem poczty elektronicznej i tradycyjnych listów. Zdarza się, że groźby dotyczą także krewnych epidemiologa. Sprawę bada już policja.

Szczególnie zawiedzeni i poruszeni działaniami epidemiologa są ludzie, którzy w wyniku pandemii straciły bliskich. Wielu z nich od kilku dni demonstruje pod urzędami lub w centrum Sztokholmu wierząc, że w ten sposób uda im się wpłynąć na strategię szwedzkiego rządu. Są przekonani, że takie działania pozwoliłyby ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa i wpłynąć na rosnącą liczbę ofiar. Są jednak też tacy, którzy uważają epidemiologa za bohatera.

Źródła: www.poradnikzdrowie.pl